Dzis, po 3 intensywnych dniach, odpoczynek. Pospalismy do południa i mamy zamiar posiedziec w cieniu, poczytać i popisac.

W poniedziałek rano mielismy wyjechać autobusem z Bangkoku i udac się do parku swiatyn w Sukothai, ale zaspaliśmy na autobus i mamy bilety na pamiatke. Postaramy się tam jednak dotrzeć, bo podobno bardzo warto. Po tym zaspanym autobusie kupiliśmy bilety na samolot do Chiang Mai, gdzie jesteśmy teraz, ale żeby nie było za latwo, pomyliliśmy lotniska i na samolot się nie zalapalismy. Nie wiem dlaczego, ale całej czwórce wydawalo się, ze jak zamówimy kurs na lotnisko, do dojedziemy tam gdzie chcemy. Jak widać nie zawsze to działa. (Pisze całej czwórce, bo w ostatnia noc poznalismy w Bangkoku Wiolette i Adama z Gdanska i razem ruszyliśmy na polnoc, a jutro w góry, chyba, bo Adamowi wczoraj spuchla kostka i jest znak zapytania ) Wiec i te bilety lotnicze poszly w kanal, pozostalo się tego smiac, ale warto będzie wyciagnac solidna nauczke, żeby takie wtopy się nie powtarzaly w przyszłości, bo szkoda czasu i kasy. Na tym złym lotnisku kupiliśmy jednak drugi raz bilety do Chiang Mai, poszliśmy cos zjeść, wsiedliśmy do samolotu i około polnocy byliśmy u celu. Nocne targi koncza się tutaj znacznie szybciej niż w Bangkoku, wiec zanim znaleźliśmy się w centrum stragany zaczely się zwijac. Zostawilismy dziewczyny z bagażami na kuflu piwa i poszliśmy szukac zakwaterowania. Było trochę przygod, ale ostatecznie, już z pomocą dziewczyn, znalezlismy przyjemny hotelik nieopodal centrum gdzie zatrzymaliśmy się na 2 noce, a kolejne 2 spedzamy w Gap’s House, o którym czytaliśmy jeszcze w Polsce i który organizuje dwu- i trzydniowe trekkingi po dżungli i gorach, a Monia namawiala na taka przygodę. Przystalem z radoscia. Zatem jutro ruszamy i nie wiem jak będzie z siecia i telefonami przez najbliższe pare dni.

Chiang Mai jest miastem znacznie spokojniejszym od Bangkoku, zycie toczy się spokojniej, ruch uliczny jest mniej intensywny, ludzie cichsi, budownictwo nizsze. W centrum znajduje się dzielnica historyczna otoczona murem i fosa. Wewnatrz murow znajduja się swiatynie Wat Chiang Mun i najwieksza w miescie, robiaca oszolamiajace wrazenie Wat Phra Singh, w obu wlasciwie nieustannie czuwają na modlitwie buddyjscy mnisi. Podziwiam ich cierpliwość i zdolność koncentracji, bo nierzadko aparaty pstrykają im przy samych uszach.  Zaraz przy niej codziennie od popołudnia do mniej więcej polnocy, może trochę dluzej, rozkladaja się ze straganami tysiące sprzedawcow, a towarzyszy temu roznego rodzaju rozrywka, wybraliśmy tajski boks, siedem, albo osiem pieciorundowych walk, najciezsza kategoria 60kg, narod tu panie jakiś niewyrosniety. Pokazow erotycznych zdecydowanie mniej, wlasciwie chyba tylko raz, czy dwa razy ktoś nas na to namawial.

15 kilometrow od miasta, na stromej i wysokiej gorze po której wije się kreta droga na szczyt, znajduje się swiatynia Wat Phra That Doi Suthep. Jest to najswietsze miejsce dla tajskich budystow i robi ogromne wrazenie, a z góry rozciaga się wspanialy widok na miasto, mam nadzieje, ze będzie widać na zdjęciach. Sama swiatynie nie jest duza, w ogole bez porównania z tłumami w Czestochowie. Na początku nieco zalowalem, ze jest dość pozno i szybko zrobi się ciemno, ale po zmroku rozświetlone budynki swiatyn, posagi i pagody wygladaja niezwykle spektakularnie.

Wokół miasta zlokalizowane sa liczne atrakcje dla turystow, Monia trochę nalegala, bo uwielbia koty, wiec pojechaliśmy do królestwa tygrysow, pochodzić po tych klatkach, popykać zdjęcia z kocurami itp. Osobiscie miałem mieszane uczucia, mimo zapewnien keeperow, ze zwierzęta sa bardzo dobrze traktowane, nie dostają uspokajakacych narkotykow itp. Nie wiem, czy w to wierzyc, ale nawet jakby, to o ile do pewnego stopnia rozumiem wielkie ogrody zoologiczne prowadzące dzialalnosc naukowa, programy rozrodcze, badania genetyczne itp., tak tutaj nie byłem przekonany i bardziej skłonny ku opcji ‘, smutny był to raczej show, wiec jestem na nie’. Kolejna ‘atrakcja’ miał być pokaz krokodyli, ale tutaj po pieciu minutach po prostu wyszedłem z areny, może nie wstrzasniety, ale mocno zdegustowany, bo nie lubie dreczenia zwierzat, a robienie tego w celach zarobkowych powinno być karane jeszcze surowiej. Staram się takie atrakcje tlumaczyc bieda w innym przypadku lokalnej ludności, ale przychodzi mi to z trudem. Dziwi natomiast zainteresowanie turystow tego typu rozrywka. Zgodnie z Monia doszliśmy do wniosku, ze odpuszczamy wszelkie inne pokazy, do obejrzenia których zachecal taksówkarz, malpy, weze, chyba jakies robaki, i na dokladke orchidee, bo meczenie roślin tez jest slabe hehe.

Pojechalismy do swiatyni Wat Phra That Doi Suthep, o której wyżej i czlowiek od razu ponownie zrozumial co w tym kraju jest takiego zajbiscie pociągającego. Wieczorem jedynie maly drink, bo organizm dawal już oznaki zmeczenia materialu, w końcu dwunastogodzinny sen, dziś od rana posiłek, lektura, internet, odpoczynek, bo czas nas wlasciwie nie goni i jutro ruszamy w góry. Monia planuje jeszcze na popołudnie tajski masaz, się zobaczy🙂

Jedziemy taksówka w cztery osoby z bagażami na lotnisko🙂

Nocny targ, na którym można kupić dosłownie wszystko!

Masaż stóp. Nogi wkłada się do akwarium pełnego małych rybek, które skubią marwty naskórek.

Wat Phra Singh wzniesiony został w 1345 roku przez króla Pha Yoo, dla uczczenia jego ojca – Khama Fu. Bezcennym skarbem świątyni są manuskrypty zapisane na liściach palmowych oraz teksty  i scenki rodzajowe pokrywające jej ściany. Na malowidłach dostrzeżemy uwiecznione klatki z życia codziennego XIV-wiecznych Tajów, poznamy ich dawne obyczaje i stroje. W świątyni tej przechowywane są także niezwykle cenne wizerunki  Oświeconego np. Phra Phutthasihing Buddha z XIV w.

Świątynia Wat Chedi Luang ta określana bywa mianem „Filaru Miasta”, ponieważ znajduje się dokładnie w jego centrum, przy Prapokklao Road. Najbardziej charakterystyczną budowlą tego zespołu świątynnego jest masywna, kwadratowa chedi. Tajowie wierzą, że we wnętrzu świątyni Wat Chedi Luang przebywa duch znany jako Prueksa Thevada, który strzeże miasta od wojen i zamieszek, a także dba o to, by deszcz spadł w porę. W związku z tym duch-strażnik cieszy się wielkim szacunkiem rolników. Podobno przechowywano tu także posąg Szmaragdowego Buddy (dziś znajduje się on w Wat Phra Kaeo w Bangkoku).

Wat Phrathat Doi Suthep przez niektórych uważana jest za symbol i jedną z najwspanialszych świątyń Chiang Mai. Nasza Częstochowa.

Kompleks świątynny znajduje się na wzniesieniu – Doi Suthep, na zachód od Chaing Mai. Rozciąga się stamtąd wspaniały widok na panoramę stolicy prowincji. Miejsce, w którym znajduje się świątynia Doi Suthep nie jest przypadkowe – wiąże się z nim pewna ciekawa legenda…

Według opowieści, w góry znajdujące się poza murami miasta, wysłano niegdyś słonia z umocowanymi na szyi relikwiami Buddy. W pewnym momencie zwierzę zatrąbiło, okręciło się trzy razy i klęknęło w miejscu, które momentalnie stało się placem budowy nowej świątyni.

Wzniesienie Doi Suthep datuje się na XVI w. Do kompleksu sakralnego wchodzi się po 306 stopniach. Schody są wspaniale zdobione wyobrażeniami olbrzymiego, mitycznego węża Naga, a wijąc się po zboczu wzgórza tworzą niesamowite wrażenie.

Wewnątrz złoconej chedi, stanowiącej część zabudowy watu, prawdopodobnie znajdują się relikwie Buddy – jego kość z lewej nogi i miska na jałmużnę. Wspaniały klimat świątyni tworzą także ażurowe parasolki otaczające chedi. Budowle świątynne zachwycą nas bogactwem kolorów i złoceń (źródło Abc Tajlandia).

Przed wejsciem do świątyni musimy zdjąć buty.

Panorama Chiang Mai

Królestwo tygrysów

Farma krokodyli

Muay Thai to narodowy tajski sport walki o tysiącletniej tradycji, nieodłącznie związany z historią i kulturą tego kraju. Obecnie wiodący sport narodowy, będący wizytówka Tajlandii na całym świecie.

Jeśli chodzi o pochodzenie Muay Thai źródła nie są zgodne, często wykluczają się nawzajem. Niemniej jednak przyjęto dwie główne teorie.

Jedna z nich mówi, że sztuka Muay Thai narodziła się, gdy naród Tajski migrował i toczył walki o ziemię. Inna teoria mówi, że naród Tajski był już na swojej ziemi, a Muay Thai narodziło się jako sposób obrony kraju i narodu przed ciągłymi groźbami inwazji.