Na lodce, w drodze powrotnej siedzieliśmy na wyższym pokladzie pijac piwko i gawedzilismy trochę z szefem wycieczki, trochę poopowiadal, trochę się pozalil, ze agencje sprzedają bilety na wycieczki bez względu na sezon, a on potem musi swiecic oczami, jak nic nie zatna itp. Monia się go w pewnym momencie pyta co robia z tymi tuńczykami, a on na to, ze tego co zlowilem, możemy sobie wziąć, zaniesc do restauracji w naszym hotelu i tam go powinni za mala oplata dla nas przyrzadzic. Pisalem już wcześniej o naszym najtańszym mozliwym hotelu w Patong. Jego szef moglby w najlepszym razie wsunąć glowe tuńczyka do czajnika bezprzewodowego, podlaczyc do pradu i czekac na cud. Tak się kiedyś grzalo cienkie parowki za Sylwestrze w, o ile dobrze pamiętam, Wladyslawowie, do teraz wspominam to z rozbawieniem. Ciekawe kto później gotowal w tym czajniku wode na herbate i jak ona smakolwala. Minelo już chyba z 15 lat, a ja się ciagle czasami nad tym zastanawiam. Ale wracając do tuńczyka, pomyśleliśmy z Monia, ze tuńczyka bierzemy i spróbujemy zanieść go do jakiejś restauracji, a w najgorszym razie kupimy noz, oprawimy go samodzielnie i zjemy na surowo jako sashimi z sosem sojowym i wasabi, jeżeli dostaniemy w sklepie. Co ciekawe inni wędkarze ryb nie chcieli, bo twierdzili, ze nie maja co z nimi zrobić, a my nie umieliśmy im po rosyjsku wytlumaczyc. Bo zapomniałem wcześniej napisac, ze na Phuket przewazajaca większość turystow stanowią Rosjanie, po rosyjsku sa szyldy na ulicach i menu w restauracjach, przechodniow o slowianskim typie urody lokalni witaja słowem ‘priviet’, my oczywiście również bardzo często byliśmy brani za Rosjan, również przez nich samych. W zyciu bym się nie spodziewal, ale musze uczciwie przyznać, ze rosyjskie kobiety sa bardzo atrakcyjne, i to nie tylko moje zdanie, bo Monia twierdzi podobnie, a ona się dobrze na kobiecej urodzie zna i ma swoje zdanie, czasami odmienne od mojego, ale w tym przypadku nie. Wiec na lodzi byli sami Rosjanie, dwoje Lotyszow, my i dwóch Arabow, którzy chyba pomylili wycieczki, bo łowieniem nie byli zaiteresowani, plywac nie chcieli, ryb nie jedli ze wzgledow religijnych, a w drodze powrotnej poszli spac na dolnym pokładzie. Dziwne typy. Ale wracamy do tuńczyka. Wzielismy go ze sobą i po powrocie upchnęliśmy do lodówki, w której hotel trzymal napoje i wod (wczesniej zawinelismy go w czarna folie, żeby się wlascieciel nie pieklil) i ruszyliśmy na poszukiwania knajpy, która przygotuje nam z niego uczte. Nie będę się rozwodzil, napisze tylko, ze po krótkiej rundzie po okolicznych seafoodowych restauracjach, które przygotowują swieze ryby, ale z zasobow własnych, czyli umieja, wiedzieliśmy ze rybe przygotują nam bez problemy za stosunkowo male pieniadze (od 20 do 40zl). Alw postanowiliśmy uderzyć jeszcze do w miare eleganckeij restauracji sushi. Tam powiedzieli, ze za 40zl da rade, ale wyglądali na nieco zdezorientowanych i zaskoczonych sytuacja. Do tego byli młodzi i wydawali się mało doświadczeni. Ale mowie, restauracja była elegancka, czysta, zupełnie co innego niż przychodnikowa w gruncie rzeczy smazalnia. A my mielismy dwie godziny wcześniej złapanego tuńczyka, tymi rekami, krew na portkach itp., wiec nie chcieliśmy go dawac byle komu. Pogadalismy w drodze powrotnej do hotelu, wzielismy rybe z lodówki i ruszyliśmy, na skrzyżowaniu skrecajac w strone smażalni, by po 2 metrach zgodnie zawrocic i udac się do suszarni. Koles sushimaster jak zobaczyl rybe to mu się zaswiecily oczy, powiedział ze zrobi za 30zl, ale jak będzie miał dużo roboty z innymi klientami w restauracji to mogą być przerwy miedzy kolejnymi porcjami (my usiedlismy przy barze, żeby mu caly czas patrzeć na rece, bo nie damy skrzywdzić naszego tuńczyka). Jak tylko zobczylismy jak się chłopak za te rybe zabiera, nie mielismy wątpliwości, ze dokonaliśmy właściwego wyboru. Cial ja jak zloto, az się z przyjemnoscia patrzylo, jak najpierw z kliniczna precyzja czysci, potem filetuje, tnie zgodnie z zasadami sztuki, z precyzja elegancja i dbaloscia o szczegoly i estetykę układa kolejne swieze, soczyste i pachnace dania na talerzach, opowiadając o nich, no było to cos niesamowitego, zdecydowanie jedno z najbardziej ekscytujących doznan kulinarnych i okolokulinarnych w zyciu, do teraz jak to wspominam to się ciesze jak głupek. Przypominam, ze tuńczyk miał ze 2 klio, wiec było tego naprawdę sporo i wychodziliśmy zdecydowanie usatysfakcjonowani, ale, cociekawe, nie jakos specjalnie objedzeni.  Sushi master okazal się mieć 30 lat, długoletnie doświadczenie, pasje do tego typu kuchni, no wychodziliśmy szczęśliwi z namiarami na chłopaka, bo jak jeszcze kiedys będziemy mieć tuńczyka na Phuket, to wiemy gdzie uderzać. To był super dzień, gadaliśmy potem z Monia, ze na jego zajebistosc zlozylo się wiele czynnikow, bez których inne tracilyby czar. Lowienie nie było wcale super, ale z racji, ze w jego efekcie mielismy te rybe, to będziemy je długo wspominać. Sashimi z tuńczyka, no coz, jesteśmy zadeklarowanymi fanami od dawna, ale to był nasz tuńczyk, własnymi rekami złowiony, a gdy go jedliśmy w umywalce hotelowej odmaczala się jego krew z ubran. Moc.

IMG_1549 IMG_1543 IMG_1539 IMG_1535  IMG_1525 IMG_1520 IMG_1518 IMG_1517