Patongowski zgiełk i jazgot oraz fakt, ze skonczyla nam się rezerwacja w hotelu zaprowadzil nas z 2 kilometry dalej do nieporównywalniet spokojniejszej miejscowości Karon, gdzie zlokalizowane sa 2 duze plaze Kata i Karon wlasnie. W międzyczasie odwiedziliśmy największe na wyspie miesteczko Phuket Town, żeby obadac polaczenie do parku narodowego Kao Sok, dokad udamy się na swieta. Szczerze mowiac, mimo cieplych slow w niektórych przewodnikach zwłaszcza na temat chińskiej i portugalskiej kolonialnej architektury, która zasadniczo nam się podoba, nie jest to miescina jakos specjalnie interesująca, ale nie zniechęcam, bo gusta sa rozne.

Drugim powodem odwiedzin w Phuket Town był fakt, ze miedzy poszczególnymi plazami nie kursują publiczne autobusy, a taksówki i tuki sa, jak pisałem wcześniej, drogie. Poza tym transport publiczny ma swój urok i zupełnie inaczej i naszym zdaniem dużo przyjemniej poznaje się okolice z takiej samej perspektywy z jakiej poznali i na codzien ogladaja ja miejscowi, niż z punktu widzenia rosyjskiego turysty ogladajacego swiat przez okno klimatyzowanej taksówki. Dodatkowo przejazd autobusem to 10% ceny taksówki, albo nawet mniej. No wiec żeby dostać się z Patong do Karon, (które sa od siebie oddalone moze o 3 kilometry, ale pieszo nie można isc, bo droga jest w gorach, natężenie ruchu duże i nie ma pobocza) trzeba smigac 45 minut z Patong do Phuket Town, a potem z powrotem z Phuket Town do Karon. Zapewniam jednak, ze z dobrym podejściem jest to mila przejazdzka wśród lokalnej ludności zazwyczaj zainteresowanej i życzliwej. Pieszczotliwie mówimy na nich z Monia Tajczyki. Jedyne o czym trzeba pamietac (jest to w zasadzie sprawa oczywista, ale sami zlapalismy się, ze ‘odkrylismy’ ja na nowo) jest fakt, ze czasem trzeba dojść kawalek do przystanku, czasem poczekać, czasem autobus nie pojedzie, czasem będzie tlok, podróż zajmuje dluzej itp. Bo jak z Monia na początku czytaliśmy w internecie, żeby zamiast taxi brac autobusy bo jest klimat i taniej, to zapominaliśmy, ze jakies tam jednak niedogodności to za sobą niesie. Ale mowie, jest to kwestia podejścia i ostatni raz tukiem, jechaliśmy chyba w Kambodzy.

Wiec tym autobusem przenieslismy się do Kata na 2 dni, które spedzilismy w zasadzie na plazowaniu, a wieczory na spacerach po uliczkach, które w porównaniu do dudniącego non stop Patong wydaly nam się niezwykle spokojne i kojace.W Kata urzeklo nas wyjątkowo dobre jedzenie w lokalnej restauracyjce Home’s Food zaraz obok Phuket Kata Motel, super wlasciecielki, super potrawy, tanio. W stylizowanej na Bedrock, czyli misteczko Flintstonow, restauracji Dino Burger podaja zajebiste, ale to zajebiste hamburgery, steki i potrawy lokalne, wybraliśmy akurat kaczke w sosie pomarańczowym (rewelacja) i po wybornym hamburgerze z frytkami z okzji takiej, ze akurat byla wigilia. Tanio nie jest, ale dania naprawdę super, kuchnia wygląda profesjonalnie, kucharze schludnie i czysto ubrani, gdyby nie stylizacja, moglaby to spokojnie być restauracja na wazne okazje.

IMG_1628 IMG_1631 IMG_1632 IMG_1638 IMG_1640 IMG_1643 IMG_1653 IMG_1655

INFORMACJE PRAKTYCZNE