Czterogodzinna podroz autobusowa z Phuket do Khao Sok minela nam bardzo szybko, glownie na odrabianiu zaleglosci blogowych. Malym problemem było dostać się na nowy terminal w Phuket Town, bo znajduje się on na obrzeżach miasta, zatem najpierw autobus z Kata na stary terminal w centrum, a potem autobus ze starego na nowy. W sumie jak to teraz pisze, to się wcale nie wydaje takie skomplikowane. W każdym razie autobus wysadzil nas w Kao Sok miejscu, o którym niewele można powiedzieć, poza tym, ze stało tam przy glownej drodze kilka straganow, pare minivanow, których kierowcy od razu podchodzili do każdego wysiadającego pasażera (a tych pasazerow nie było zbyt wielu, chyba szostka w sumie, wliczając nas) i oferowali transport, zachecajac jednocześnie do skorzystania z oferty noclegowej. Monika już wcześniej znalazła nam nocleg i umowila sie z wlascicielami, ze po nas wyjada, bo z tego przystanku do Smiley Jungle Bungalows był podobno kawalek. Jak już się wszyscy zapakowali do tych miniwanow, zorientowaliśmy się, ze tej naszej kobiety chyba nie ma, wiec szybki telefon i dosłownie po 20 sekundach się znalazła. Zajebiscie fajny ośrodek domkow na palach, którego była wlascicielka, znajdowal się niecale piec minut drogi skrzyżowanie drogi glownej z jedyna boczna, był to pewnie jakiś kilometr, spokojnie byśmy sobie doszli pieszo, ale wcześniej nalegala, ze po nas wyjedzie, wiec spoko. Domkow na palch były dwa rodzaje, drewniane i murowane, pierwsze dwa razy drozsze od drugich, na dworze bardzo cieplo (w końcu nie goraco, znajdujemy się na wysokości około tysiąca metrow) wiec wybor był prosty. Osrodek, jak już wspomniałem zajebisty, fajnie urządzony, z restauracja, fajna roslinnoscia, z super widokami na okoliczne wapienne skaliste góry, znajdowalismy się bowiem na terenie gorskiego parku narodowego.

Na terenie tego parku znaduje się wielkie jezioro Cheow Larn bedace tak naprawdę sztucznym zbiornikiem, czyms w rodzaju rezerwuaru, powstałego na skutek budowy tamy i spiętrzenia gorskiej rzeki. Na początku lat osiemdziesiątych władze kraju i prowincji przeprowadzily wielka akcje wysiedlenia około pieciu tysięcy osob zamieszkujących te tereny. Zaoferowano im rekompensatę finansowa oraz dzialki pod nowe siedliska w okolicy, ale akcje nazwac by można przymusowym wysiedleniem. Oczywiście zroumialy jest fakt, ze dla części ludności jest to do dziś bolesny temat. Kilka okolicznych rodzin, wyłonionych w drodze losowania, dostalo możliwość budowy małych plywajacych kampingow w urokliwych zatoczkach jeziora. Przeprowadzona tez wielka akcje majaca na celu wylapanie mozliwie największej ilości zamieszkującej doline zwierzyny, która jednak okazala się niepowodzeniem i wiele zwierzat jej wskutek stresu nie przezylo. Oficjalnym powodem stworzenia rezerwuaru było, jak w większości przypadkow, zapewnienie regionowi dostatecznej ilości wody pitnej oraz stworzenie mozliwosci kontrolowanie stanu wody w rzece. Teoria spiskowa mowi o zamieszkujących doline prominentnych działaczach komunistycznego podziemia oraz ich partyzantki, których jakims spospbem chciano stamtąd wykurzyć, albo raczej zmyc. Osobiscie w to nie wierze.

W każdym razie w wyniku zalania doliny powstalo jedno z najpiękniejszych miejsc na planiecie, jakie kiedykolwiek widzieliśmy. Strome wapienne klify wznoszą się niemalze pionowo w gore prosto z krystalicznie czystej, turkusowej wody jeziora, porastające skaly roslinnosc mieni i odbija się w tafli, ponad która tu i owdzie wystają konary drzew zatopionych lasow. Skaly sa monumentalne do tego stopnia, ze mknac miedzy nimi motorowka wydawalo się, ze w ogole nie poruszamy się naprzod, a jedynie pokonujemy dystans po wodzie, tak jakbyśmy ledwo co przeciwstawiali się jakiemuś silnemu prądowi. Na większych wyspach, bedacych kiedys wierzchołkami gor dzungla tętni zyciem, cykady nigdy nie przestają grac. Z tymi owadami spotkaliśmy się już w Angor, jest to chyba rodzaj dużego swierszcza, ale o niesamowitej zdolności wydawanie niezwykle glosnego dzwieku, podobnego do szkolnego dzwonka (tego elektrycznego) z czasów, gdy byliśmy mali. Tylko ten dźwięk trzeba by jeszcze przepuscic przez dużej mocy wzmacniacz i wypuscic na wielkie glosniki, jest to chalas niesamowity. Kiedy padlo haslo (jeszcze w Angor wlasnie), ze może to być dźwięk sztucznie stworzony przez człowieka w celu odstraszania zwierzyny w okolicach wiosek, stal się on nagle bardzo iryrujacy, wrecz nie do zniesienia. Kiedy jednak wątpliwości co do tego zostały rozwiane i okazało się, ze to jednak cykady, dzwiek natury, to znow wtopil się on w otoczenie i irytacja zmienila się w fascynacja.

W ogole mam wrazenie, ze jakkkolwiek bym się rozwodzil nad pięknem tego parku (a dodam, ze opisy przyrody były zawsze jednymi z nudniejszych z reguly fragmentow czytanych książek) mam wrazenie, ze nie jestem w stanie oddac mu sprawiedliwości. Dodatkowego specyficznego klimatu nadaje temu miejscu fakt, ze 150 – 200 metrow pod tafla jeziora zjaduja się miejscowości zamieszkane jeszcze trzydziesci lat temu, z cala infrastruktura, domami, szkołami, swiatyniami, cmentarzami.

Wydaje mi się, ze nawet najlepsze zdjęcia nie sa w stanie przedstawić pełni cudowności tego miejsca. To po prostu trzeba zobaczyć, co z celego serca polecamy. Khao Sok do zdecydowanie nasz ulubiony sok.

Nasz ośrodek dysponowal również takim plywajacym kampingiem w zatoce jeziora i Monia już wczesciej mowila, ze koniecznie musimy to zobaczyć.  W dzień przyjazdu okazało się, ze następnego dnia rusza tam mocna ekipa i pani sugeruje, zebysmy do niej dolaczyli, będzie nizsza niż normalnie cena itp. Chcielismy tam jechać dzień później, ale w takiej sytuacji nie było na co czekac. Okazalo się to byc super wyborem, ekipa Anglikow, Austriakow i Niemcow okazala się zajebista, spedzilismy super czas, w nocy urzedzilismy super impreze, mialem wrazenie, ze wszyscy swietnie się bawili. Pojechalismy tam jednak glownie ze względu na nature, i jak pisałem, miejsce jest absulutnie nie z tego swiata, jeżeli mialbym polecać trzy miejsca, które w Tajlandii zdecydowanie trzeba zobaczyć, to Khao Sok byłoby wlasnie jednym z nich, drugim bylby Bangkok, na trzecie miejsce o porównywalnej mocy nadal czekam. Khao Sok Po wywoluje w czlowieku wrazenia, po ktorych w glowie rodzi się myśl co dalej. Czy jest cos, do czego takie cuda można porownac. Czy cos może to, jak to się mowi w jakiejś karcianej grze, przebic. Ale z racji, ze już w niejdnym miejscu zadawaliśmy sobie podobne pytania, a swiat nadal nas zaskakuje i fascynuje, nie jest chyba tak zle.

Rozmawiamy czasem z Monia o tym gdzie chcialibysmy zamieszkac, konkretne miejsce jakos jeszcze nie przyszlo nam do glowy. Wiemy za to ze ma to być nad woda i, o ile zawsze myśleliśmy o morzu, lub oceanie, to jednak wielkie, czyste, cieple jeziora maja swój niepowtarzalny urok. Nie ma tylu kolorow, tak zroznocowanej fauny i flory, pięknego piasku na plazach (choć sa pewnie wyjątki), ale nie ma tez drazniacej oczy soli, przyplywow, odplywow, płycizn ciągnących się dalego w morze, a co najważniejsze nie ma zyjatek morskich roznorakiego pochodzenia, których ulubionym zajeciem jest atakowanie kapiacych. Ja przynajmniej nie slyszalem o słodkowodnym jezozwierzu, w przciwienstwie do takich morskich.

Dodam jako ciekawostke, ze w okolicach parku znajduja się plantacje palm kokosowych, które zbierane sa przez specjalnie szkolone malpy, short tail monkey, nie znam polskiej nazwy. Taka malpa 6 miesiecy trenowana jest w obejściu, następnie przez pol roku szkoli się na plantacji. Po zakończeniu edukacji staje się dla kokosowych farmerow czyms w rodzaju zwierzęcia gospodarskiego, może kosztowac nawet 5 tysiecy złotych. Taka malpa wracajaca na gorze kokosow na pace ciazarowki po dniu pracy wygląda rzeczywiście jak pełnoprawny pomocnik człowieka, w dodatku mało zmeczony. Ciekawe co dzieje się z takim zwierzęciem na starość, staram się mieć dobre myśli.

WH3A1500 WH3A1493 WH3A1490 WH3A1485 WH3A1424 WH3A1423 WH3A1421 WH3A1418 WH3A1387 WH3A1383 WH3A1380 WH3A1373 WH3A1372 WH3A1368 IMG_1763 IMG_1757 IMG_1708 IMG_1694 IMG_1689 IMG_1684

I nasz super Smiley Bungalow osrodek

WH3A1539 WH3A1544 WH3A1547 WH3A1549 WH3A1552 WH3A1553 WH3A1555 WH3A1558 WH3A1565

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Z Phuket do Khao Sok mozna dostac sie dwa sposoby.

Drozszy, ale wygodniejszy sposob jest wykupienie transportu w agencji turystyczne. Minivan kosztuje od 700 – 1000bht za osobe, zalezy od miejsca pobytu.

Tanszy:  W Phuket Town sa dwa dworce autobusowe (terminal1 i terminal2). Do Khao Sok autobusy wyjezdzaja z terminala2, oddalonego od Phuket Old Town okolo 5-6 km (piszo okolo godziny drogi, bez plecakow, spaceru nie polecam, bo nie ma chodnikow). Lapiemy songthaew z plazy do Phuket Old Town (20-30bht). Mozemy wziasc tuk tuka do terminal2 (200bht), lub spacerkiem 20 minutowym dojsc do terminala1 i tam lokalnym autobusem (ktory kursuje miedzy terminal1 i terminal2) dojechac na terminal2 za 15bht.

Bilet do Khao Sok kosztuje 170bht. Autobusy jezdza o : 06:00, 09:30, 11:00, 12:20, 13:00, 15:00. Podroz trwa 4 godziny.

Nocleg w drewnianych domkach w Smiley Bungalow – 300bht/domek