Z Khao Sok ruszyliśmy miniwanem do Surat Thani, a stamtąd na nabrzeże Donsak Pier autobusem zapewnionym przez operatora przeprawy promowej do Koh Samui. Naczytalismy się poprzedniego dnia o roznej masci oszustach i naciągaczach czyhających na turystow probujacych dostać się na wyspe, wiec mielismy się na baczności, ale jak zwykle nic się nie stało i wlasciwie bylibyśmy już na miejscu, gdyby nie to, ze od półtorej godziny (promy odplywaja teoretycznie co godzine) siedzimy na plecakach w slabo klimatyzowanej hali odplywow na Koh Samui, tlum gęstnieje, niektórzy zaczynają już palic fajki, mimo, ze teoretycznie jest zakaz (mandat 200zl), robi się coraz gorecej, a promu ani widu, ani słuchu, a widok na morze mamy dobry, wiec pewnie ten prom zbyt blisko nie jest.  Ale przynajmniej napisalem te notke.

Na Chaweng Beach na wyspie Koh Samui dotarlismy poznym popoludniem nieco zmeczeni I jakis czas nie moglismy znalezc hotelu. Miejscowi taksówkarze niezmiennie, gdy tylko zobaczą kogos z plecakiem (bez plecakow zresztą tez) oferują swoje usługi, ale nie chcieliśmy bez sensu korzystać, bo nawigacja podpowiadala nam, ze jesteśmy o krok od hotelu, którego szukamy. Nie mogliśmy go jednak zlokalizować w swiecie realnym. I o ile pisałem, ze ludzie sa tu niezwykle uczynni i zawsze sklonni do pomocy, o tyle pytanie o droge taksówkarzy, którzy sila rzeczy najlepiej znaja okolice, zupełnie mija się z celem. W najlepszym razie zaoferują podwiezienie do miejsca, o które się pyta, ale zdarzalo się nam, ze byliśmy wyslani w złym kierunku, po czy, po 5 minutach marszu podjezdzala kolejna taksowka i proponowala usluge. Udalo nam się w końcu trafic dzięki uprzejmości recepcjonistki jednego z osrodkow, w których okolicy się blakalismy, w skrocie nasz hotel był jednak nieco gdzie indziej, a nawigacja oszukiwala.

Ostatniej nocy w Khao Sok musialem chyba zjeść cos nieswiezego, bo kilka razy wymiotowałem i ogolnie miałem problemy z układem pokarmowym, co zdarzylo mi się ostatnio nie pamiętam już kiedy, musiało już minac kilka dobrych lat, chyba w Londynie miałem grype zoladkowa w 2005 zanim przyjechala Monia. Tutaj tej grupy nie było, bo organizm po usunieciu trucizny jakos dochodzil do siebie i tyko w ogole nie mialem kompletnie na nic apetytu, nie mialem nawet ochoty na browara, co mi się raczej nie zdarza, zwłaszcza w cieply dzień w pięknych okolicznościach przyrody. Na Koh Samui Monia wziela sprawy w swoje rece i postanowila wykorzystać fakt, ze w hotelu mielismy tym razem do dyspozycji cos na kształt kawalerki, zatem mielismy dostep do kuchni. Wybraliśmy się na lokalny targ nieco na uboczu, na których zaopatrują się restauracje, gdzie oczywiście byliśmy jedynymi niemiejscowymi, Monia kupila co trzeba i dopiero po wyjeździe zdaliśmy sobie sprawę, ze przez cale 4 dni ani razu nie byliśmy w restauracji. Nie było z tego jednak prawie zadnych oszczednosci, bo lokalne jedzenie można często kupic tanio, ale fajnie było znowu przyrzadzac cos własnoręcznie, do tego majac pewność co się ma na talerzu.

Przy okazji wizyty w Chiang Mai mielismy okazje zobaczyć tradycyjny tajski boks – muay thai. Zwykle sa to potyczki lokalnych szkolek, jest to bardzo emocjonujące, zwlasza, gdy się siedzi się przy samym ringu, widać pot, lzy, grymasy, slychac padające ciosy itp. W Patong tego typu walki były reklamowane jako nie wiadomo jak poważne gale bokserskie z zawodnikami na bog wie jakim poziomie. Oczywiście chciałem to zobaczyć, ale po pierwsze zabrakło czasu, a po drogie cena była z kosmosu, bo 250 zl (w Chiang Mai placilismy 40 zl) wiec wolalem przeznaczyć te kase na jakas wycieczke lodza, wedkowanie, czy cos podobnego. Ale trochę jednak zalowalem.  Na Chaweng Beach walki reklamowano podobnie, cena znow była wysoka, wiec pomyslelm, ze moze tutaj. Reklamowana jako wysokiej rangi event bokserski transmitowany przez telewizje całego swiata (swoja droga napiszcie proszę, czy u nas leciało to na jedynce, czy na dwojce) okazal się dokładnie takim samym starciem szkolek, jakie ogladalismy w Chiang Mai, tylko publiczność była liczniejsza, zapewnie z powodu nachalnego marketingu. Tak się zlozylo, ze przechodziliśmy z Monia kolo tego Boxing Stadium’a około polnocy, wiec teoretycznie toczyly się akurat najbardziej prestiżowe pojedynki, weszliśmy bez biletow do srodka nie niepokojeni przez nikogo, bo o tej porze już biletow nie sprawdzają i okazało się, ze dobrze się stało, zesmy tej kasy nie wydawali.

Po południu w Sylwestra poklocilismy się z Monia o jakas bzdure, i jak w jednej z moich ulubionych piosenek ‘jakby tego było mało, kurewsko się rozpadało, oprócz domówki nic już z planow nie zostało’. I rzeczywiście nawet braliśmy pod uwagę witanie nowego roku w chacie, bo lac nie chciało przestać, imprezujemy na miescie i tak często, a w pokoju hotelowym we dwoje Sylwestra jeszcze nie spedzalismy. Ale niebo się w końcu zamknelo, zatem ruszyliśmy przez centrum w kierunku plazy. Nie będę się rozpisywal, Sylwester jak Sylwester, impreza, muzyka, tlumy ludzi, fajerwerki i lampiony. Milo go było spedzic po kolana w cieplej wodzie i tyle.

Jeszcze chcialem napisac o jednej z uprzejmości jak nas spotyka ze strony Tajczykow (tak z Monia ich uroczo nazywamy), która mnie wręcz wprawia w zakłopotanie. Otoz zdarza się, ze człowiek podchodząc do kasy w sklepie i ustawiając się w kolejce za takim przemiłym Tajczykiem witany jest uśmiechem, po czym ten wychodzi z kolejki, by cie przepuscic i staje za toba. Na protesty odpowiada tylko ‘no problem’ i tak stoi zadowolony, a człowiek patrzy bezradny i zdumiony. Nie spotkałem tego nigdzie indziej na swiecie.

IMG_1831 IMG_1832 IMG_1834 IMG_1835 IMG_1839 IMG_1843 IMG_1845 IMG_1853 IMG_1862 IMG_1869 IMG_1871 IMG_1875 IMG_1887 IMG_1889 IMG_1902 IMG_1907 IMG_1909 IMG_2008   IMG_2036 IMG_2046 IMG_2059 WH3A1572 WH3A1576

Na Koh Samui byly zajebiste fale, krotki filmik z naszej kapieli:)

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Z Khao Sok wzielismy minivana do Surat Thani za 200 BHT za 2 osoby. Poprosilismy kierowce, aby wysadzil nas przy  Seatran bus terminal, gdzie kupilismy laczony bilet (niecale 300bht/os) na prom i autobus, ktory zawiozl nas bezposrednio do przystani Donsak. Po 1.5 godziny dobilismy do Koh Samui. Wyszlismy z przystani, gdzie na ulicy czekaja Songhthaew, ktore po w miare przestepnej cenie zawioza w kazdy zakatek wyspy. My na plaze Chaweng placilismy 150bht za 2 osoby. Dodam, ze bylismy jedynymi turystami, ktorzy przedarli sie przez mus taksowkarzy, zadajacych za ta sama trase juz 800bht.