Opuszczamy dziś spokojna, goscinna wysepke Koh Tao. Jest trochę smutku, jak zawsze, ale jest tez ogromna ekscytacja tym, co ma za rok nastapic. Nurkowanie było tak zajebiste, ze w dzień po ukończeniu kursu dla poczatkujacych zapisaliśmy się na kurs zaawansowany i jestesmy zarażeni na dobre, a co najważniejsze oboje.

Koh Tao to mekka nurkowania w tej części swiata, rafy rozciagaja się wzdłuż brzegow, szkoły i ośrodki nurkowe rozlokowane gesto w sasiedztwie każdego praktycznie osrodka wypoczynkowego. Niewiele więcej się na wyspie dzieje, można trochę pochodzić po gorach, wiadomo, ze wieczorami poimprezować, ale zycie towarzyskie, rozmowy itp. Kreca się wokół wody i tego co pod nia. W związku z tym gros przybywających na wyspe stanowią ludzie zainteresowani sportami wodnymi, w przewazajacej większości młodzi i atrakcyjni.

Szkolke nurkowa Simple Life Divers wybraliśmy jeszcze w Polsce korzystając z opinii na TripAdvisorze, nie mogę jej porownac do zadnej innej, bo z żadna inna nie mielismy do czynienia, ale jesteśmy bardzo zadowoleni, trafil nam się super instruktor, były angielski krykiecista (raz był nawet kapitanem reprezentacji do lat 19), wlasciciel szkolki (tez Anglik) tez bardzo w porządku. Poziom tak zwanych wykladow był mocno sredni, widać było, ze nasz instruktor nie wierzy zbytnio w sile edukacji teoretycznej, w klasrumie był bardzo lakoniczny, za to na lodzi, ze sprzętem wytlumaczyl nam kilkakrotnie wszystko bardzo wyraźnie i dokładnie. Pierwsze ćwiczenia odbyliśmy w płytkiej wodzie ucząc się podstaw, czyli oddychania, awaryjnej zmiany regulatora (czyli tego ustnika, z którego czerpie się powietrze), zdjęcia i powtornego nalozenia maski pod woda i wydmuchania z niej wody, zupełne podstawy, ale przećwiczone solidnie.  Już tego samego dnia poplynelismy tez trochę nieplanowo na plytka rafe, ogolnie super, ale Monia nie była przekonana. Wlasciwie to slabe slowo, bo w rzeczywistości była przerazona faktem, ze następnego dnia mielismy  schodzić na 12 i 18 metrow.

No wiec tego następnego dnia budze się o 5 rano, wlasciwie przebudzam, bo wstajemy dopiero na siodma i widze, ze Monia zamiast spac, siedzi w internecie. Pytam się o co chodzi, a ona na to, ze jest tak zdenerwowana i boi się tego dzisiejszego zejścia, ze w ogole nie może spac zamiast bezowocnie zmuszać się do zasniecia porobila wszystko, co miała do zrobienia w sieci i przeczytala podrecznik. Troche mi jej było zal, ale co było robic, pomyslalem, ze sama musi przecież zdecydować, czy chce to robic. Ale wyplynelismy, instruktor powtorzyl z grubsza teorie i procedury, zalozylismy zapewnione przez szkolke kombinezony (z krótkim rekawkiem i nogawkami), nalozylismy sprzet i po raz pierwsze zeszliśmy na glebsza wode. Było to jedynie 12 metrow, ale wygladalo, jakby było znacznie glebiej. Monia dzielnie spokojnie i bez paniki opuszczala się po linie, wszystko szlo super, wyrównywanie cisniena w uszach, wydmuchiwanie wody z maski, no super. No ale przy rafach kwitnie zycie morskie roznorakiej proweniencji, Monia boi się wlasciwie każdego stworzenie (znaczy wtedy się bala, teraz juz kocha glebie mocniej niż ktowkolwiek inny), najbardziej meduz i tego co ja dotyka niespodzianie. Wśród tych morkich stworzen zyja także rybki czyścicielki, które zywia się tym, co znajda na skorze innych organizmow. Tak się zlozylo, ze Monia miała na lokciu nie do końca zaleczone otarcie , czyli plytki uraz z dużym strupkiem, który to strupek rozmoczyl się dodatkowo w slonej wodzie. Taki rozmoczony strupek to dla czyscicielek nie lada gratka, wiec prędko ja zlokalizowaly i zaczely dziubac. Nie wygladalo to jednak na delikatne skubanie w stylu tych akwariowych rybek obgryzających w kontrolowanych warunkach naskórek za stop, ale wlasnie takie dziubanie o wygladajace na dość agresywne odrywanie kawalkow tego strupka (żeby to nie brzmiało zbyt dramatycznie napisze, ze rybki, a wlasciwie jedyna pozostala, miala może z 5, no może 10 centymetrow)  Tak czy inaczej zaniepokoiłem sie nieco, bo myslalem, ze Monia spanikuje, bo nie wiedziała co jest grane (strupek był z tylu lokcia, dla niej w masce niewidoczny). Widzialem, ze paniczne lapie się za ten lokiec podplynalem do niej, zobaczyłem wielkie z przerażenia oczy i starałem się ja gestami uspokoić i pokazac w wodzie agresora. Jakos się udało, zostaliśmy pod woda do końca, ale i tak na powierzchni opisala to jako jedno z najgorszych przezyc kiedykolwiek. Widac te inne przezycia nie mogą być az takie straszne. Od tego pierwszego nurka Monia nie zalozyla już więcej krótkiego kombinezonu, a zakladala kupiony z obawy przez meduzami jeszcze w Polsce dlugi. To wiele zmienilo, wlasciwie zmienilo wszystko diametralnie, bo zamiast strachu, zaczelo się czerpanie coraz większej i większej przyjemności. Drugie zejście pod wode tego dnia było punktem przelomowym, odtąd było już coraz lepiej. Po powrocie zrobiliśmy jeszcze sesje teoretyczna i zaliczyliśmy test. Zostal nam trzeci dzień kursu, znow dwa nurkowania na 18 metrow, sama przyjemność. Z naszej pięcioosobowej grupy, jedna z dziewczyn zdecydowala się na kurs zaawansowany, o którym z nia wcześniej rozmawialiśmy, Monia mowi, ze powinnismy tez robic cos takiego, dwa razy nie trzeba było powtarzac. Z tej piatki ostatecznie zdecydowaly się cztery osoby i to tylko dlatego, ze jedna następnego dnia wyjezdzala.

Na kursie zaawansowanym robiliśmy ćwiczenia kontroli plywalnosci w takim podwodnym parku, przepływanie przez petle, slalomy gora-dol, zawieszanie się w wodzie poziomo, pionowo, wahadelka jakies, po prostu cwiczenia. Po powrocie na powierzchnie okazało się, ze w okolicy jest rekin wielorybi, ogromna ryba wokół której plywaja stada mniejszych. Udalo nam się go zlokalizować. Wrazenie po prostu ogromne, sztuka nie była podobno największych rozmiarow, ale dla nas to był kosmos. Delikatnie i z gracja poruszający się w wodzie kilkunastometrowy, pięknie ubarwiony gigant robil imponujące wrazenie. Ze spokojem można było do niego podplynac. Caly spektakularny pokaz metr, może dwa pod powierzchnia. Absulutnie fascynujące.

Robilismy tez ćwiczenia z podwodnej nawigacji z kompasem, okazało się to latwiejsze, niż myśleliśmy, bez problemu pokonywaliśmy wyznaczane trasy i odnajdywaliśmy punkty orientacyjne, daje to dużo satysfakcji. Wieczorem zeszliśmy pod wode po zmroku, Monia znow była lekko przerazona, jedyne co było momentami widać to watle swiatlo podwodnych latarek, latwo było przez pomylke dolaczyc do innej grupy itp., ale obylo się bez przygod. W sumie fajnie to było przezyc, ale podobalo nam się jednak mniej niż nurkowanie za dnia. Nastepnego dnia od rana znow lekkie zdenerwowanie, bo po raz pierwszy mielismy zejść na glebokosc trzydziestu metrow, ale znow wszystko poszlo gładko, nie zauwazylismy wlasciwie większej roznicy niż na 18 metrach, ciśnienie, pod warunkiem właściwego wyrownywania w uszach, nie daje się we znaki. Drugie nurkowanie to zatopiony przez tajska marynarke wrak okretu wojennego, nie mogliśmy oczywiście za względu na brak treningu wplynac do wnętrza, ale nawet takie zwiedzanie z zewnątrz, mostek kapitański, stanowiska strzelcow, pokłady sprawiaja dużo frajdy. Jestesmy oficjalnie zarażeni i wstępnie dogadani z wlascicielem naszej szkolki. Planujemy w przyszłym roku wrocic na wyspe na kilkumiesięczne nurkowe praktyki polaczone z mozliwoscia wyrobienia każdego możliwego certyfikatu w nurkowaniu rekreacyjnym. Osobiscie uważam, ze jest to plan genialny.

Poza nukowaniem, jak pisałem, na wyspie za dnia niewiele się dzieje. Plazowalismy zatem, poswiecajac dużo czasu na snorkeling, choć po doświadczeniu nurkowania to już nie jest i nigdy nie będzie to samo. Ale było calkiem sympatycznie, porobiliśmy pare podwodnych zdjęć, czego nie udało nam się zrobić nurkując, bo nasz spacjalnie kupiony na wyjazd podwodny aparat marki (hoho) canon okazal się bublem wytrzymujacym ciśnienie do dwóch atmosfer, czyli dziesięciu metrow, czyli jest wlasciewie do nurkowania bezużyteczny. I tak go wezme kiedyś glebiej, żeby pokazal na co go stać, najwyżej przecieknie, ale w sumie w czesie nauki nie mielismy glowy, by dodatkowo robic zdjęcia. Snorkelingujac w zatoce Sharks Bay odalo nam się wypatrzeć dwa albo trzy rekiny, ale ze byliśmy na powierzchni, było dość gleboko, rekiny przy dnie, do tego plochliwe, a woda miała bardzo slaba przejrzystosc, na zdjęciach nic nie widać. Troche szkoda, ale co się odwlecze…

Mieszkalismy przy Sairee Beach, wiec nie mogliśmy za to narzekac na brak rozrywek nocnych, z czego chętnie korzystaliśmy, tym bardziej, ze w czasie kursu i w szkolce poznaliśmy super ekipe, miejsce jest na tyle male, ze idąc gdziekolwiek nie da się nie spotkać znajomej facjaty, a ludzie na plazy i w barach sa niezwykle otwarci i sami bardzo latwo zawierają znajomości. Tu się nie będę rozpisywal, bo ile można pisać o imprezach, Monia pewnie wklei zdjecie, albo dwa. Wart wspomnienia jest jednak High Bar, około godziny przyjemnego spaceru od Sairee (taksowka 40zl), w którym, co jest chyba na wyspie tajemnica poliszynela, poza tradycyjnym barowym asortymentem, dostępne sa również innego typu uzywki. Miejsce bardzo klimatyczne, dość wysoko na klifie, z pięknym widokiem na zatoke i zachody slonca, do tego bardzo interesujaca, co ciakawe zroznicowana, klientela. Fajne miejsce.

Zatem plan jest taki, ze wracamy na Koh Tao za rok, no chyba, ze cos po drodze zauroczy nas jeszcze bardziej. Gdyby nie fakt, ze w kwietniu i tak musimy być w Polsce i mamy zaplanowana i częściowo oplacona dalsza podróż, to pewnie zastanawialibyśmy się czy nie robic tych praktyk od razu, a najpewniej byśmy je wlasnie rozpoczynali. Kto by pomyslal. Tymczasem po raz drugi rozstajemy się na jakiś czas z goscinna Tajlandia, za pol godziny samolot z Koh Samui zawiezie nas na wyspe Penang w Malezji.

IMG_2136 IMG_2134 IMG_2133 IMG_2131 IMG_2129 IMG_2127

P1010914 P1010017 copy IMG_2808 P1010005 copy P1010013 copy P1010016 copy IMG_2786 IMG_2770 IMG_2763 IMG_2758 IMG_2755 IMG_2784 IMG_2459 IMG_2419 IMG_2352 IMG_2350 IMG_2355 IMG_2374 IMG_2258 copy IMG_2254 copy IMG_2251 IMG_2230 copy IMG_2228 copy IMG_2190_1 IMG_2167_1 IMG_2163_1 IMG_2157_1 IMG_2147_1 IMG_2137_1       IMG_2112 IMG_2104 IMG_2098

Rafa koralowa na Koh Tao

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Prom z Koh Samui na wyspe Koh Tao, niezaleznie od operatora (Seatran Discovery, Lamparayah) kosztuje 600-650 bht /os. Podroz trwa 2 godziny.

Slow boat na Koh Tao kosztuje 450/os i podroz trwa 2,5 godz.

Ostatni prom z Koh Samui odplywa o 13:00